Pierwsze ruchy w kierunku nowego, to zmiana łóżka, które
ciągle będzie potrzebne o ile chcę aby dzieci do mnie przyjeżdżały a że
oczywiście chcę, to łóżko musi zostać!
Jest pięknie! Lato trwa, pogoda dla mnie łaskawa, uwielbiam
ciepło ale bez przesady z upałami, teraz jest super, nie pocę się i mogę
chodzić z gołymi nogami i krótkim rękawem.
Pracuję cały czas, nie zaniechałam moich pasji ale lato ma
swoje prawa, słońce, deszczyk i wszystko rośnie zawzięcie, chwasty
chyba najbardziej, stąd aktywność trzeba dzielić między różne działalności :).
No i stało się! Po latach zmagań, namawiania do zmian,
utyskiwania że ciemno, czarno, że będzie lepiej, dopięłam swego i dostałam
pozwolenie i pomalowałam kredens a za nim poszedł stół i krzesła!
Życie na szczęście wróciło do normy, miłe uczucie powiem
Ci, norma jest ok. Co prawda pytam męża raz
na godzinę ile wypił wody, czy wypije herbatkę, bo podobno błędnik głupieje jak ciało jest
odwodnione. Jest ok.
I w takim nastroju zabrałam się ostro za zobowiązania,
które czekały grzecznie w kolejce.
Święta, w tym roku miały być inne, może trochę smutne bo
dzieci nie przyjeżdżają. Był nawet plan na jakiś wyjazd, hahaha. Jednak to, co
przygotowało nam życie, przerosło zupełnie nasze wyobrażenie o smutnych
świętach.
Całkiem niedawno
patrzyłam na mój przedpokój z przeświadczeniem, że choć pomysł na niego ma już swoje lata, to nadal mi się podoba
i wszystko do siebie pasuje więc nie wiem, co można by w nim zmieniać.
Chwila oddechu, sytuacja opanowana, choinka jest, pierogi są, gołąbki są, kluski z
makiem są, uszka są, karp jest, barszcz jutro nastawię, jest ok. Zanim się położę
coś napiszę :). W tle muzyczka świąteczna sączy się do ucha, mąż już śpi. Jest ok.
Spóźniona jestem
okrutnie z wieściami o Mikołaju, wybacz, trochę musiałam zająć się sobą w
ostatnim czasie więc czas się kurczył nieubłaganie. Dziś nie jest dużo lepiej
ani ze mną ani z czasem ale choć parę słów chyba skrobnę.
Sobota, deszczowa… Iść znów spać po prostu choć dopiero
wstałam, czy zmusić się do jakiejś aktywności? Dziś to typowy jesienny dzień,
który utwierdza mnie w przekonaniu, że ludzie nie powinni mieszkać na terenach,
gdzie słońce jest „umowne”! Skąd czerpiesz energię i siłę do czegokolwiek?
No teraz, po pierwszym listopada już z górki do świąt
prawda? Zaraz w sklepach usłyszymy dzwoneczki i George Michael zacznie znów
liczyć kasę za „Last Christmas” choć nie wiem, czy to on jest autorem tego hitu
wszech czasów.
Jakiś reset mi się włączył, nie chciało mi się nic napisać,
skandal prawda? :) Dziś
znów będzie o glinie, mówiłam już, że mnie wciągnęła! Pokazywałam Ci wcześniej
moje suszące się rybki, powiesiłam je na sosnowym kiju za pomocą sznurków.
Wakacje wakacjami ale zajęć opuszczać nie należy. Tym
bardziej, że są to tak przemiłe spotkania z kobietkami zakręconymi na ten sam
temat, że nie może być inaczej! Nie przypuszczałam na początku, że glina tak
mnie wkręci!