Strony

6 października 2014

Green door.



Witaj!

Ha! Idź za ciosem! To hasło przyświecało mi, kiedy wybrałam właściwy odcień zieleni. Tak, kiedy już lody zostały przełamane i papiery rozwodowe powędrowały na dno szuflady, czyli mąż przegrał rozgrywkę w temacie kolorów w domu, przyszła kolej na drzwi wejściowe. 




Przy ostatnich porządkach  zauważyłam, że wymagają odnowienia bo coś jakby lakier się trochę zaczął buntować. No i co, dalej na jakiś mahoń czy klasyczny brąz czy może trochę szaleństwa tej jesieni? Oczywiście wybrałam to drugie i voila! Mamy zielone drzwi! 









A było tak...



Zaletą tej pracy było to,że w jeden dzień skończyłam bo malowałam je tylko od zewnątrz. Ciekawa jestem ile zielonych drzwi jest w moim mieście? Teraz możesz do mnie łatwo trafić! :) I kiedy już wybrałam kolor, to znalazłam bratnie dusze, o takie.

















 I jeszcze przypomnę znany kawałek  „Green door” pana Shakin’a  S. Pasuje jak nie wiem co! Pozdrowionka! 



Dziękuję za odwiedziny i miło mi będzie niezmiernie gdy zostawisz ślad po sobie pisząc parę słów.

13 komentarzy:

  1. Twoje drzwi bardzo mi się podobają, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! Dziękuję za odwiedziny! Pozdrowionka!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że się jeszcze komuś spodobały! :)

      Usuń
  3. Zawsze marzyłam o drzwiach w kolorze zgniłej zieleni...Twoje są cudne i takie stylowe, inne nie mogłyby być...
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Marzenia są do spełniania! :)

      Usuń
  4. Zielone drzwi wyglądają oryginalnie i bardzo zachęcają do wejścia - gratuluję decyzji i wykonania :)

    OdpowiedzUsuń
  5. piękne i odważne, bardzo mi się podobają!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Aniu i za opinię i za odwiedziny!

      Usuń
  6. Drzwi fantastyczne, sama marzę o czerwonych lub niebieskich, Twoje zielone wszystko zmieniają, jeśli chodzi o pierwsze wrażenie Twojego domu :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Poświęcisz mi chwilkę i napiszesz coś od siebie? Blog bez komentarzy jest jak ciasto bez rodzynek :),też można zjeść ale czegoś brakuje! Dziękuję za Twój czas!